Ludzie i instytucje
Po jednej stronie państwowa firma i dwie włoskie agencje. Po drugiej kilku dziennikarzy i kilkaset kobiet. Nazwiska podajemy w takiej formie, w jakiej występują w źródłach: pełne tam, gdzie zostały opublikowane, ze skrótem tam, gdzie prasa je skróciła.
Czym było ZPR
Zjednoczone Przedsiębiorstwa Rozrywkowe (ZPR) to państwowe przedsiębiorstwo utworzone w 1948 roku zarządzeniem Ministra Kultury i Sztuki, w porozumieniu z Ministrem Skarbu i Prezesem Centralnego Urzędu Planowania. Zadanie zapisano tak: „dostarczenie godziwej i popularnej rozrywki przez organizowanie i prowadzenie parków kultury, cyrków i lunaparków oraz zwierzyńców objazdowych”.[20] Z czasem ZPR objęło niemal całą rozrywkę masową PRL: cyrki, estradę i variétés, szkolenie artystów, festiwale, w tym festiwale w Sopocie i Opolu, „współpracę i wymianę międzynarodową w zakresie usług artystyczno-rozrywkowych”, loterie, a od 1972 roku jako jedyny legalny właściciel salony automatów do gier.[21] To w ramach tej „wymiany międzynarodowej” Biuro Imprez Artystycznych ZPR i jego dział eksportu i importu podpisywały kontrakty z włoskimi agencjami.[2][3]
Skąd się wzięło
Poprzednikiem ZPR była Naczelna Dyrekcja Widowisk Rozrywkowych, powołana 2 maja 1946 roku, gdy państwo przejmowało przedwojenne cyrki i wesołe miasteczka.[22] ZPR nie miało założyciela w sensie osoby: powołał je minister, a kierowała nim Dyrekcja, czyli dyrektor z dwoma zastępcami, mianowani i odwoływani przez Ministra Kultury i Sztuki.[22] Był to zwykły tryb dla przedsiębiorstwa państwowego. Dyrektorów z lat 50., 60. i 70. źródła dostępne w sieci nie wymieniają; w 1981 roku dyrektorem był Stanisław Nowotny.[2]
Jak trafiło do tego interesu
Wyjazdy artystów za granicę były w PRL państwowym monopolem, a państwo zarabiało na nich dewizy. Głównym pośrednikiem była Polska Agencja Artystyczna Pagart, utworzona zarządzeniem ministra z 31 grudnia 1956 roku: podpisywała kontrakty zagraniczne we własnym imieniu, pobierała 10 procent honorarium za występy w „krajach bratnich” i 20 procent w kapitalistycznych, i pełniła rolę biura paszportowego, bo artysta odbierał paszport w Pagarcie i tam go oddawał po powrocie.[23] ZPR miało w statucie „współpracę i wymianę międzynarodową w zakresie usług artystyczno-rozrywkowych” i własne Biuro Imprez Artystycznych z działem eksportu i importu.[21][3] Dyrektor Nowotny tłumaczył cel wprost: „Eksportując nasze zespoły, zarabiamy na honoraria dla artystów zagranicznych sprowadzonych do Polski”.[2] Jak i kiedy dział eksportu ZPR nawiązał kontakt z Olivero, mówi tylko jedno zdanie: Cassaglia „poznał pewnego Węgra, artystę estradowego, który dał mu namiary na pracowników ZPR”, i w 1980 roku „zaczął penetrować ten rynek”.[2] Dobrowolska datuje werbunek od 1977 roku.[5] Wcześniejszej historii tego kanału nie znamy.
Kto pozwolił
Ogłoszenie firmował Dzielnicowy Dom Kultury Ochota z Biurem Imprez Artystycznych ZPR; kwalifikacje prowadziły „uprawnione komisje” ZPR; paszporty służbowe wystawiano kobietom jako pracownicom ZPR; kontrakty podpisywano w biurze ZPR; pieniądze szły przez konsulat PRL w Mediolanie.[2][3] Każdy z tych szczebli był państwowy. Oskarżono i skazano wyłącznie pracowników działu eksportu i importu, w zawieszeniu.[1][2] Nikt z kierownictwa ZPR, Ministerstwa Kultury ani służby konsularnej nie został pociągnięty do odpowiedzialności, przynajmniej według dostępnych źródeł.
Co się z nim stało
ZPR nie było więc ani firmą-krzakiem, ani prywatnym pośrednikiem. Było instytucją państwa. Właśnie dlatego, jak przyznał rzecznik milicji, proceder „nosił znamiona legalności”.[2] Przetrwało do końca PRL. 23 września 1991 roku minister kultury uruchomił przekształcenie przedsiębiorstwa i tego samego dnia odwołał jego dyrektora naczelnego Zbigniewa Benbenka; tydzień później powstała spółka pracownicza ZPR S.A., która 7 października podpisała ze Skarbem Państwa umowę leasingu majątku, a na jej czele stanął ten sam Benbenek. Najwyższa Izba Kontroli uznała później, że prywatyzację przeprowadzono niezgodnie z ustawą, a majątek zaniżono o 4,81 mln zł.[24][25] Dziś ZPR S.A. prowadzi sieć kasyn i jest większościowym udziałowcem grupy medialnej.[21] Żadne źródło dotyczące sprawy z 1981 roku nie wymienia Benbenka ani innych późniejszych właścicieli; ich związek ze sprawą sprowadza się do ciągłości firmy. Akta przedsiębiorstwa z okresu PRL są przechowywane w Archiwum Państwowym w Warszawie jako zespół „Zjednoczone Przedsiębiorstwa Rozrywkowe w Warszawie”.[22]
Strona polska
- Stanisław Nowotny
- Dyrektor Zjednoczonych Przedsiębiorstw Rozrywkowych (ZPR) w 1981 roku, w części źródeł „Stanisław N.”. Stanowczo zaprzeczał kontaktom firmy z mafią: kontrakty zawierano „tylko z licencjonowanymi agencjami artystycznymi. Takimi jak Thea Maggioli i Olivero”. Bronił eksportu („Eksportując nasze zespoły, zarabiamy na honoraria dla artystów zagranicznych sprowadzonych do Polski”), bronił aresztowanego Cassaglii („może nie był zbyt wykształcony, ukończył sześć klas szkoły powszechnej, ale bardzo się angażował”) i wskazywał na klauzulę „konsumpcja nieobowiązkowa”.[2] Nie był oskarżony; źródła nie mówią, czy poniósł jakiekolwiek konsekwencje.
- Jan Ch., kierownik działu eksportu i importu ZPR
- „Kurier Polski” pisał o „aresztowaniu grupy polskich sutenerów zatrudnionych w dziale eksportu ZPR”. Reporter „Kulis” dotarł do Jana Ch., zwolnionego z aresztu po 48 godzinach, który przedstawił się jako kierownik tego działu: „podpisałem w ubiegłym roku zgodę na wyjazd do Włoch tylko kilku zespołów variété. Chyba że ktoś pod szyldem mojej instytucji organizował nielegalny transport”.[2][3] W 1984 roku kierownik działu eksportu i importu ZPR został skazany na dwa lata w zawieszeniu i grzywnę, wyłącznie za przestępstwa dewizowe.[1][2] Źródła nie potwierdzają wprost, że to ta sama osoba.
- Pracownicy działu zagranicznego ZPR
- Oskarżeni, skazani na rok w zawieszeniu i grzywny.[1] Jeden z nich przyznał przed kamerą „Atrakcji z tłem”, że za wysyłanie „baletnic” brał od Włochów łapówki w dolarach.[2][3] Lewandowski opisał innego, który brał od kobiet 20 dolarów za noc z klientem i 500 dolarów od właściciela klubu za miesięczny ryczałt; poświęcił przy tym akapit jego orientacji seksualnej, co Dzierżanowski słusznie nazywa wyeksponowaniem nieistotnego faktu.[2][3]
- Naganiacze „na etatach specjalistów od choreografii”
- Tak „Antena” określiła ludzi, którzy prowadzili kwalifikacje. Ich nazwisk prasa nie podała.[2]
- Dzielnicowy Dom Kultury Ochota
- Współorganizator naboru według ogłoszenia z 1980 roku. Jego rola poza ogłoszeniem nie jest w źródłach opisana.[3]
Strona włoska
- Olivero, Alessandria
- Licencjonowana agencja artystyczna, która zamawiała zespoły w ZPR. „Antena” pisała, że jej bossowie to „znani w tamtym kraju przestępcy”.[2] W poprzednim roku jej ludzie byli w Polsce sześć razy i „zakupili cztery zespoły”.[2] Po procesie zerwała wszystkie kontakty z polskimi kontrahentami.[2]
- Camillo Cassaglia
- Impresario Olivero. Zaczął „penetrować” polski rynek w 1980 roku; „w swoim kraju poznał pewnego Węgra, artystę estradowego, który dał mu namiary na pracowników ZPR”. Osobiście witał grupy na lotnisku. Aresztowany wraz z Massierim w Hotelu Europejskim, gdy przyjechali „po nowy transport”. Nazwiska obu ujawniło „Życie Literackie”. Wypuszczony za kaucją 100 tysięcy dolarów, wrócił do Włoch i zmarł na raka płuc na kilka miesięcy przed procesem.[2][3]
- Claudio Massieri
- Zastępca Cassaglii. Aresztowany razem z nim, wypuszczony za kaucją, nie stawił się na proces. „Polska nie miała wówczas umowy z państwem włoskim na ekstradycję”, a jego adresu śledczy nie znali.[2]
- Thea Maggioli i Mario Gaviraghi
- Druga agencja i jej właściciel, który „przezornie nie przekroczył polskiej granicy”. Aresztowany przez włoską policję po znalezieniu w jego lokalu uduszonej dziewczyny; polscy śledczy dowiedzieli się o tym z włoskich gazet. Według Lewandowskiego wyszedł za kaucją.[2][8] Mariola z Rzeszowa szacowała, że w jego lokalach pracowało około 700 Polek.[2]
- Kluby
- Rosa Pantera, Blue Notte, Omnibus, Moulin del Topo, „prowincjonalne kluby w okolicach Mediolanu i Florencji”.[2] O Omnibusie wiadomo najwięcej: Magda umiejscawia go „koło Florencji”, Piotrowski nocował w nim po dotarciu do Alessandrii, występowały tam Yoko Show i Lady Shic, a latem 1985 roku znów polski zespół, tym razem przez Pagart.[2] Właścicieli klubów, ich wcześniejszych i późniejszych losów źródła nie podają. Nie udało się ich zidentyfikować w dostępnych włoskich materiałach.
Dziennikarze
- Jan Śpiewak, „Antena”
- Autor tekstu „Dziwex i mafia” z marca 1981 roku, który nadał sprawie nazwę i rozgłos. Jego artykuł jest źródłem większości najdrastyczniejszych twierdzeń.[2][3][7]
- Maciej Piotrowski, „Kulisy”
- Jedyny reporter, który pojechał do Włoch. Redakcja odmówiła delegacji; wziął „dla niepoznaki” delegację do Poznania, dojechał okazją do Alessandrii, dwa dni żywił się prowiantem z Polski i nocował w Omnibusie. Był kluczowym świadkiem w procesie, bo jako jedyny widział boksy.[2][3]
- Jan Lewandowski, „Ekspres Reporterów”
- Autor reportażu „Blondynki na sprzedaż” ze stycznia 1982 roku.[2][8]
- Inni
- „Życie Literackie” ujawniło nazwiska Włochów; „Kurier Polski” dał sprawę na pierwszą stronę; „Życie Warszawy” w czerwcu opublikowało „Wyzysk człowieka przez człowieka”; pisały też Bożena Basiewicz w „Nadodrzu” i Krystyna Świątecka w „Tygodniku Kulturalnym”.[2][3][15]
- Helena Kowalik, „Wprost”
- Reporterka sądowa, której tekst „Blondynki do konsumpcji” z 2014 roku jest dziś najpełniejszym dostępnym opisem sprawy.[2]
- Marcin Dzierżanowski, „My Company Polska”
- Autor artykułu z 2023 roku, który dotarł do ogłoszenia z 1980 roku i do cytatów z „Nadodrza”, „Tygodnika Kulturalnego” i wspomnień obrońcy.[3]
Sąd i obrona
- Stanisław Zabłocki
- Obrońca w procesie, wtedy adwokat warszawski, w latach 80. obrońca opozycjonistów, od 1991 roku sędzia Sądu Najwyższego, a w latach 2016–2020 prezes SN kierujący Izbą Karną. We wspomnieniach napisał, że „przewód sądowy szybko rozwiał mity tworzone wokół sprawy”, a „z sali momentami wręcz wiało nudą”.[3]
- Sąd
- Składowi przewodniczyła sędzia. Proces był niejawny. W uzasadnieniu sąd stwierdził, że „rozgłos, jaki nadano aferze, utrudnił dotarcie w czasie procesu do prawdy materialnej”, i że telewizyjne relacje z zatrzymań były karą dotkliwszą niż wyrok.[2][3]
Solidarność
Na reportaż Śpiewaka odpowiedziała Międzyzakładowa Komisja Koordynacyjna NSZZ „Solidarność” Pracowników Zakładów Rozrywkowych: „Ujawnienie opinii publicznej afery tego typu o charakterze i zasięgu dotąd niespotykanym w naszym kraju było pod każdym względem konieczne. Stało się to możliwe dzięki zmianom dokonującym się w Polsce po sierpniu 1980 r.”.[3][5]
Historycy
- Anna Dobrowolska
- Historyczka (Oksford, Bazylea). Autorka książki „Zawodowe dziewczyny” z rozdziałem „Mewki, tirówki i »Dziwex«” oraz artykułu „Everyone Dreams About Leaving”. Jej teza: sprawa wybuchła, bo zbiegła się z „rewolucją moralną” lat 1980–1981.[3][5][6]